wtorek, 10 listopada 2020

48 godzinna doba. Jak podwoić swoją efektywność - Maciej Wieczorek

 

Dziś, chciałbym opowiedzieć o książce "48 godzinna doba" autorstwa biznesmena i mówcy Macieja Wieczorka będącej zbiorem małych i dużych rad oraz pomysłów na to jak oszczędzać czas i zwiększać produktywność działań.

Można by pomyśleć, że jest to pozycja jakich wiele na naszym rynku wydawniczym. Autor jednak, w odróżnieniu od licznych motywatorów, nie podaje nam "magicznych" sposobów na "rozciągnięcie" doby ani nie daje porad, które chcąc wprowadzić musielibyśmy przemodelować swoje życie od podstaw.

Maciej Wieczorek w postaci, krótkich rozdziałów przedstawia nam kolejne metody (jest ich 107) na to by przy wielu codziennych czynnościach zaoszczędzić trochę czasu. Tu 5 minut, tam 10, tu 2 i w ten sposób pokazuje jak wykorzystując choć część z zawartych w książce metod można "podarować" sobie codziennie choć trochę więcej czasu.

Nie znajdziecie tu jednak pomysłów typu "mniej śpij", "jedz w biegu" albo "rób pięć rzeczy naraz" (a wręcz nastawienie autora jest odwrotne).

Nie jest to też książka adresowana tylko do ludzi biznesu ale praktycznie każdy będzie mógł z niej pozyskać choć trochę pomysłów, które wprowadzone w życie niewielkim nakładem sił zaprocentują.

Oprócz metod "pozyskania" czasu znajdziemy tu też sposoby na zwiększenie produktywności lub wykorzystania czasu, który wcześniej mimowolnie "przetracilibyśmy" na nic nieznaczące czynności.   O ile pewne z nich znacie (co nie znaczy, że stosujecie ;) ) to wiele z nich jest naprawdę ciekawych i pokazuje nowatorskie spojrzenie autora na kwestie czasu, jego wykorzystania oraz produktywności jako takiej.

Spośród wielu książek biznesowych, motywacyjnych i traktujących o produktywności "48 godzinna doba" jawi się jako naprawdę dobrze napisana, przemyślana i co najważniejsze prawdziwa pozycja poświęcona tak ważnemu w dzisiejszych czasach dobru jakim jest czas (a, którego większości z nas ciągle brakuje, w tym i mnie).

Zachęcam więc Was do sięgnięcia po tą lekturę bo... warto. Sam zacząłem wdrażać już kilka "pozyskanych" z tej książki metod i widzę, że dają one realne wyniki. 


poniedziałek, 9 listopada 2020

Księga Bezimiennej Akuszerki. Droga donikąd. Tom 1 - Meg Elison


Dziś chciałbym przedstawić Wam moje spojrzenie na książkę dość kontrowersyjną (zarówno w kontekście samej opowieści jak i sporów jakie dotykają nas w dzisiejszych czasach). 
Mowa tu o pozycji bardzo niedawno wydanej na polskim rynku a mianowicie "Księdze Bezimiennej Akuszerki" stanowiącej tom 1 trylogii "Droga donikąd". Autorka jest laureatką Nagrody im. Philipa K. Dicka w kategorii science fiction i a sama książka otrzymała tytuł Książki Roku według „Publishers Weekly”. Więc jak widzicie coś już na scenie literackiej świata zachodniego zdążyła osiągnąć. 

Ja jednak chciałem zwrócić uwagę na co innego. Książka ta atakuje nas już z okładki reklamowym sloganem "Opowieści podręcznej w świecie postapo". "Opowieści podręcznej" w postaci literackiej jak i filmu z 1990 roku bardzo sobie cenię i dlatego dość alergicznie reaguję na tego typu porównania. Szczególnie, że w moim odczuciu są one nietrafione i bardzo nastwione na agresywny marketing, którego "Księga" niekoniecznie potrzebuje.

Historia, którą opowiada autorka to apokaliptyczna wizja (choć może w dzisiejszych czasach i dzisiejszej sytuacji wcale nie taka nierealna) tajemniczego wirusa dziesiątkującego populację świata. Choroba szczególnie niebezpieczna jest dla kobiet i dzieci, których nie oszczędza prawie wcale (choć i populacji męskiej nie omija). Bohaterka, którą jest pielęgniarka ze szpitala położniczego jest jedną z nielicznych kobiet, której udaje się wyzdrowieć i gdy budzi się w pełnym śmierci, zamienionym w kostnicę szpitalu odkrywa, że świat jaki znała się skończył.

Wizja jaką roztacza przed nami autorka to postapokaliptyczny, wyludniony chorobą świat, w którym nieliczni ocalali (w większości mężczyźni) są dla siebie (a szczególnie dla pozostałych przy życiu kobiet) zagrożeniem większym niż jakiekolwiek inne. Można powiedzieć klasyka tego typu literatury. 

Znajdziemy tu wszystkie elementy postapokaliptycznego świata i walki o przetrwanie. W tej "opowieści drogi" jaką niewątpliwie jest "Księga" pojawia się pierwiastek "misji" jaką nakreśla przed sobą główna bohaterka. Obserwując świat zdominowany przez grupki nielicznych ocalałych mężczyzn, widząc absolutny upadek prawa i porządku oraz kompletne zezwierzęcenie rodzaju ludzkiego (które to szczególnie dotyka w tej opowieści kobiet) oraz wiedząc, że ciąża i poród oznacza dla kobiet śmierć "uzbrojona" w wiedzę medyczną oraz środki antykoncepcyjne i wczesnoporonne stawia sobie na cel "ochronę" życia jak największej ilości tych, które przetrwały.

I w tym miejscu uczynię pauzę tak aby nie zdradzać zbyt dużej części fabuły ale także by przyjrzeć się bliżej autorce i jej poglądom. Zgadza się autorka jest lewicującą feministką i je poglądy na wiele tematów społeczno-politycznych znajdują głębokie odbicie w jej literaturze. Bohaterka "Księgi" jest biseksualna (co ma odzwierciedlenie w relacjach tworzonych z częścią spotykanych przez nią postaci) a w książce pojawiają się także geje (aczkolwiek nie przypuszczam by ta "kreacja" spodobała się tym środowiskom). Autorka poprzez karty swej powieści przedstawia także swoją wizję niezależności kobiet, relacji damsko-męskich, relacji rodzinnych czy dostępu do antykoncepcji oraz aborcji. 

W swej kreacji postapokaliptycznego świata autorka nie unika także tematyki brutalności i zezwierzęcenia (reprezentowanego zazwyczaj przez grupki mężczyzn). Nie stroni od brutalizmu opisu zdarzeń, sytuacji czy postaci. 

Sporą wadą (wynikającą z ideologicznej wymowy opowieści) jest to, że mężczyzna ukazany jest tu albo jako zezwierzęcony, rozbuchany oprawca i gwałciciel (większość) albo jako niepoprawny marzyciel, dwulicowy zdrajca lub zwyczajny tchórz (kilka początkowych kreacji) i dopiero końcówka opowieści wprowadza pewną "normalność" wśród kreacji męskich. Postacie mężczyzn jakie napotyka bohaterka są przerysowane i tak pozbawione normalności, że ma się wrażenie, że choroba zabrała nie tylko większą część populacji kobiet i dzieci ale także wszystkich dobrych, normalnych, zwykłych mężczyzn a pozostawiła tylko najgorsze indywidua lub przekształciła w nie pozostałych przy życiu. 

Słabo wygląda także "rozprawa" autorki z religijnością i reprezentującą ją na kartach powieści wspólnotą Mormonów. Rozumiem jej ideologiczną niechęć do przedstawicieli wszelakich "kościołów" (a szczególnie takich gdzie decydentami są mężczyźni) jednak wizja apokalipsy w postapokalipsie jaką serwuje nam autorka w odniesieniu do Mormonów wypada jako blada próba literackiego "znokautowania" społeczności tradycjonalistów.

Czy mimo silnych wątków "ideologicznych", które zdecydowanie nie trafią do każdego czytelnika warto sięgnąć po tą książkę?

Zdecydowanie tak i to nie tylko w sytuacji gdy Twoje poglądy na "świat i życie" są zgodne z poglądami autorki. "Księga" to bardzo dobrze napisana postapokaliptyczna "historia drogi" pełna momentami ciekawych (choć jak wspomniałem często przerysowanych i jednowymiarowych) męskich postaci i niezwykle interesująco naszkicowanych kobiet (o bardzo różnym podejściu do sytuacji w jakiej się znalazły). Wątki postapokaliptyczne mieszają się z opowieścią o samotności, miłości, przywiązaniu, zdradzie, strachu, tradycji, rodzinie, dzieciach i wielu innych aspektach naszego życia. To pasjonująca wyprawa w głąb ludzkiej psychiki (oczywiście znacznie bardziej pogłębionej u postaci kobiecych choć zdarzają się także pewne ciekawe analizy dotyczące postępowania mężczyn).

Dlatego właśnie polecam lekturę "Księgi" w zasadzie każdemu bo mimo niewątpliwego nacechowania ideologicznego opowieść ta to porywająca opowieść będąca jednocześnie literackim głosem w sprawach dotyczących nas jako społeczeństwa jak i jednostki. Głosem, z którym nie musimy się zgadzać, ale którego warto wysłuchać. 

Z tego też powodu czekam z niecierpliwością na kolejny tom trylogii "Droga donikąd" licząc na to, że okaże się on równie dobry co "Księga". 

wtorek, 3 listopada 2020

Zapowiedzi literackie listopad 2020

 Księgolowe zapowiedzi literackie na listopadowe wieczory :)

1. Biblioteka Szaleńca - Edward Brooke- Hitching czyli "katalog" najbardziej niezwykłych, szalonych a czasem i przerażających pozycji literackich (zarówno pod względem treści jak i formy wydania) jakie zostały stworzone przez człowieka. Zapowiada się niezwykła lektura i muszę przyznać, że z listopadowych premier właśnie ta najmocniej przykuła moją uwagę.

Premiera 10 listopada 2020


2. Wroną po Stanach - Marcin Wrona to spojrzenie na najciekawsze miejsca w Stanach Zjednoczonych okiem dziennikarza Marcina Wrony i jego rodziny. To jednak historia nie tylko miejsc lecz także zwyczajów, problemów a także ludzi, którzy tam mieszkają. Dla ciekawych świata.

Premiera 12 listopada 2020


3. Ludowa historia Polski - Adam Leszczyński czyli historia naszego kraju przez pryzmat najuboższych i najbardziej uciskanych grup społecznych. Historia budowania kapitału politycznego, wyzysku ale też buntu i oporu. Warto przeczytać by mieć świadomość jak wyglądała budowa "świata" w jakim żyjemy a także tego, że historia nie jest jednowymiarowa i na wiele wydarzeń warto spojrzeć z różnych perspektyw.

Premiera 12 listopada 2020


4. Pierwsza osoba liczby pojedynczej - Haruki Murakami. Kolejny tom opowiadań jednego z mistrzów (według mnie) literatury światowej. Co w nim znajdziemy? Jak zwykle połączenie realizmu z oniryczną fantazją, rozważania o życiu, muzykę a także (i to jest nowum) poezję Murakamiego wplecioną w warstwę fabularną opowiadań. Dla miłośników stylu tego pisarza pozycja obowiąkowa a i dla innych smakowity literacki kąsek.

Premiera 12 listopada 2020


5. Świat piratów. Historia najgroźniejszych morskich rabusiów - Angus Konstam to książka dzięki, której poznamy historię piractwa od czasów starożytnych aż do współczesności. Swoim zakresem obejmuje cały świat a uzupełnieniem tej opowieści będą liczne mapy i ilustracje. Mój "wewnętrzny" pirat mówi "Arrrrrrrrr"

Premiera 25 listopad 2020



Mam nadzieję, że któraś z moich propozycji przypadnie Wam do gustu. 
Samych dobrych lektur życzy Wam Księgol :)

poniedziałek, 2 listopada 2020

The Cimmerian: Queen of the Black Coast


                         


Witajcie,

mam dla Was zbiorczą recenzję dwóch części anglojęzycznego komiksu "The Cimmerian: Queen of the Black Coast" czyli przeniesienia na łamy komiksowe jednego z najbardziej znanych opowiadań Roberta E. Howarda o jednym z najbardziej rozpoznawalnych fantastycznych bohaterów Conanie Barbarzyńcy i jego romansie z piękną i niebezpieczną królową piratów Belit. Opowiadanie zostało opublikowane po raz pierwszy w 1934 roku w czasopiśmie " Weird Tales".

Jeśli czytaliście opowiadanie to warstwa fabularna nie będzie dla Was zaskoczeniem ponieważ komiks trzyma się literackiego pierwowzoru (posługując się oczywiście pewnym skrótem tak potrzebnym opowieści graficznej). Co ciekawe do opowieści graficznej dodane zostało na jej końcu opowiadanie (także podzielone na dwie części) będące literackim pierwowzorem komiksu.

Jeśli chodzi o warstwę graficzną to oba zeszyty prezentują się bardzo interesująco. Sugestywna kreska, bogactwo kolorów i plastyczne przedstawienie postaci robią naprawdę spore wrażenie. 

Obie części posiadają także kilka wzorów okładek do wyboru. Te zaprezentowane powyżej przypadły mi najbardziej do gustu i moim zdaniem najlepiej oddają ducha tej opowieści ale nic nie stoi na przeszkodzie by wybrać inne, które Wam bardziej się spodobają.

Komiks jest przeznaczony dla dorosłego odbiorcy gdyż pojawiają się w nim sceny erotyczne a także sugestywna (jak to w historiach o Conanie) przemoc.

Czy polecam to wydawnictwo? Jeśli jesteście miłośnikami Conana to zdecydowanie tak. Jeśli nigdy nie zetknęliście się z tą historią to również polecam ponieważ "Królowa..." to jeden z klasyków fantasy i z pewnością warto ją poznać. Interesująca kreska tylko dopełnia ciekawej historii i czyni ją atrakcyjniejszą w odbiorze. 


środa, 2 maja 2018

Warszawskie Targi Książki czyli najlepsze targi dla każdego mola książkowego

Witajcie,
dziś spieszę do Was z informacją, że już całkiem niedługo, bo tydzień po trwającym aktualnie długim weekendzie, w Warszawie na przepięknym Stadionie Narodowym odbędą się kolejne Warszawskie Targi Książki. 
Jak co roku zapowiada się wielkie święto wszystkich tych, którzy uwielbiają książki, czytanie 
i wszystko co się z nimi wiąże. 
Stanowiska wydawców, spotkania autorskie, panele, dyskusje i zajęcia dla dzieciaków to tylko część tego co czeka nas na targach.
Dlatego już dziś rezerwujcie sobie choć jeden dzień (a najlepiej cztery :) ) w dniach 17-20 maja i w tych dniach kierujcie swoje kroki na Stadion Narodowy na warszawskie święto książki jakim są WTK.
Zapowiada się wspaniała impreza i Was nie może na niej zabraknąć (ja z pewnością się pojawię :) ).

piątek, 6 października 2017

Blade Runner 2049

Witajcie,
wracam by podzielić się z Wami moimi odczuciami po seansie najnowszego filmu "Blade Runner 2049" czyli oficjalnej kontynuacji kultowego już "Blade Runnera".
Dopiero co wróciłem z seansu i na "gorąco" chcę przedstawić Wam to co zobaczyłem i usłyszałem w kinie oraz odpowiedzieć na pytanie: 
"Czy warto iść na to do kina?" i "Czy legenda nie została sponiewierana jak miało to już miejsce wielokrotnie z kontynuacjami?".
Nie będę jednak streszczał Wam fabuły.
Po pierwsze dlatego, że można ją znaleźć w milionie miejsc w sieci. Po drugie dlatego, że nie da się
o niej opowiedzieć bez spojlerów. A tych nie chcę robić gdyż uważam, że jest to film, który powinien obejrzeć absolutnie każdy dorosły widz. Nie jest to produkcja tylko dla fanów sf czy cyberpunka.
A czemu tak jest?
Śpieszę z wyjaśnieniami.
Historia przedstawiona w BR 2049 dotyka ogromu tematów i problemów jakie stoją lub staną niebawem tak przed ludzkością jako całość jak i każdym z nas osobno. Zadaje też szereg ważnych pytań tak istotnych dla cywilizowanego człowieka. Zapewne zapytacie o przykłady, oto i one.
Czym jest człowieczeństwo i jak daleko "sięga"? Czy człowiek powinien bawić się w Boga - Stwórcę i jeśli tak to gdzie i czy istnieje granica tej "zabawy"? Co niosą ze sobą najnowsze odkrycia naukowe z dziedziny genetyki, klonowania, robotyki, cybernetyki, medycyny i wielu innych? Czy staną się zbawieniem a może przekleństwem? Czy Sztuczna Inteligencja może stać się bardziej ludzka niż człowiek? Jak daleko posunie się cywilizacja człowieka w dewastacji Ziemi? Jaki kierunek rozwoju obiorą społeczeństwa i narody? Czy czeka nas progres i sięgniemy "gwiazd" a może cywilizacyjny upadek i regres społeczny? oraz wiele wiele innych tematów, o których być może codziennie nie myślimy, a z którymi przyjdzie się mierzyć nam lub naszym potomkom.
Nowy Blade Runner to film o niesamowitej głębi, w którym prócz śledzenia wciągającej i zawiłej fabuły staramy sobie odpowiedzieć na powyższe pytania.
To tytuł o niezwykłym klimacie. Mrocznym, brudnym ale też momentami melancholijnym i  filozoficznym.
Oczywiście nie można nie wspomnieć o genialnych kreacjach aktorskich zarówno pierwszoplanowych (Rayana Goslinga jako K, czy powracającego Harrisona Forda jako Deckarda) ale także drugoplanowych (przejmującej Anny de Armas jako Joi, Sylvi Hoekas jako Luv, Jareda Leto jako nieludzko boskiego Niandera Wallacea czy Robin Wright jako porucznik Joshi).
Urzeka także dopracowana i niesamowita, monumentalna scenografia gigantycznego, mrocznego, klaustrofobicznego miasta przyszłości, olbrzymiego śmietnika/złomowiska czy opuszczonego luksusowego hotelu z przeszłości.
Film trwa prawie trzy godziny i tempo narracji jest nieśpieszne dając widzowi możliwość delektowania się doznaniami wizualnymi, klimatem czy głębią opowieści.
Doznania te potęguje cudowna i wręcz genialnie dopasowana muzyka autorstwa Hansa Zimmera i Benjamina Wallfisha. Dźwięki i muzyka wryją się w mózg każdego oglądając i zachęcam by po seansie zostać chwilę w sali kinowej i posłuchać jej podczas wyświetlania napisów końcowych. Zapewniam, że warto.
Reasumując "Blade Runner 2049" to jeden z najlepszych filmów jakie widziałem (i mocny pretendent do najlepszego filmu roku 2017). Jest to godna kontynuacja "Blade Runnera".
Legenda została zachowana. Nawet nie zastanawiajcie się czy warto. Idźcie do kina bo tego nie można przegapić.

Ocena Księgola 10+ na 10 i rekomendacja Księgola.


PS; Zobaczcie też zapowiedź:

PS II. Posłuchajcie również jednego z utworów ze ścieżki dźwiękowej:

środa, 1 lutego 2017

Temu, kto lubi książki, nigdy nie zabraknie wiernego przyjaciela

Witajcie,
niedawno zapowiadałem powrót, który (powiem przewrotnie) powrotem nie jest. Wracam więc do tematyki literackiej ( i nie tylko) ale w zupełnie nowej formie. Obecna nieco mnie znużyła dlatego odpalam z nowym projektem na portalu Facebook Temu, kto lubi książki, nigdy nie zabraknie wiernego przyjaciela 
Zapraszam Was tam bardzo serdecznie byście razem ze mną tworzyli społeczność pozytywnie zakręconych literaturą ludzi. W projekcie tym chciałbym odejść od klasycznej szczegółowej recenzji na rzecz mini-recenzji (krótkich, zwięzłych tekstów "na tak" lub "na nie", równie krótkich informacji o nadchodzących ciekawych premierach literackich, spotkaniach autorskich i wszystkim tym co "wzrusza i porusza" miłośników książek. Chciałbym by nowa forma była bardziej społecznościowa, by "Temu, kto lubi książki, nigdy nie zabraknie wiernego przyjaciela" stał się platformą dyskusji, wymiany poglądów i w końcu wirtualnym miejscem spotkań moli książkowych z całej Polski a może i całego świata (a co jak marzyć to marzyć :) ). Jednocześnie od czasu do czasu, gdy poczuję wyjątkową wenę, będę publikował dłuższe teksty właśnie tu na Księgolu. Jeśli więc lubicie poczytać coś dłuższego to też nie powinniście czuć się rozczarowani.
Zapraszam Was jeszcze raz na facebookowy projekt Temu, kto lubi książki, nigdy nie zabraknie wiernego przyjaciela Klikajcie w link i lajkujcie a obiecuję, że się nie zawiedziecie (tak wiem brzmi to jak tani slogan marketingowy ale to szczery przekaz :) ).