Witajcie,
dziś chciałem przedstawić Wam moje spojrzenie na miesięczniki obecne na polskim rynku prasowym i napisać dlaczego szczególnie lubię ten typ czasopism.
Ale od początku. Pierwotnie ten artykuł miał się nazywać "Dlaczego nie lubię tygodników".
Stwierdziłem jednak, że wolę artykuły pozytywne od negatywnych dlatego zrezygnowałem z "gniewnego" artykułu skierowanego przeciw większości (na szczęście nie wszystkim) tygodnikom.
Dziś przeciw tygodnikom powiem tylko tyle, że większość tego typu tytułów sprzedaje nam bardzo dużą ilość polityczno-ideologicznego (że zacytuję niezbyt elegancko, co mam nadzieję mi wybaczycie) "gównotoku". Jestem zmęczony tym postępowaniem dlatego odczuwam niechęć do wielu tygodników
Z miesięcznikami sprawa wygląda nieco inaczej. Tylko niewielka ich ilość robi to samo co większość tygodników.
Także ich czas czytania wyjątkowo mi odpowiada gdyż cykl miesięczny daje czas nie tylko na ich przeczytanie (zwykle około 2,5 tygodnia na tytuł) ale także na jakąś refleksję nad poruszanymi w nich kwestiami.
Wiele czasopism o tematyce, która mnie interesuje wychodzi w cyklu miesięcznym więc logicznie to także przemawia to w moich oczach za miesięcznikami.
Ponadto mam wrażenie, że dobór tekstów w miesięcznikach stoi na wyższym poziomie. Teksty są bardziej przemyślane i lepiej napisane. Dużo lepiej się je czyta i przyswaja niż ma to miejsce w artykułach w większości tygodników.
To wszystko sprawia, że miesięcznik to jeden z moich ulubionych cykli wydawniczych i wiele tytułów, które czytam należy do tej właśnie grupy.
Jakie zatem przykładowe miesięczniki należą do moich ulubionych. Należą do nich: "Nowa Fantastyka", CD-ACTION, "Forbes" czy "Komputer Świat" czy miesięczniki historyczne. Z tygodników mógłbym w zasadzie wymienić tylko Bloomberg Businessweek Polska. Jak widzicie dysproporcja jest dość spora na korzyść miesięczników.
Jestem ciekaw też jaki rodzaj prasy Wy lubicie? Miesięczniki, tygodniki a może dzienniki? Jakie tytuły? I dlaczego?
czwartek, 28 lutego 2013
poniedziałek, 25 lutego 2013
Bloger - Tomek Tomczyk
Witajcie,
dziś chciałbym napisać kilka słów na temat książki znanego blogera Tomka Tomczyka twórcy blogów pod wspólną nazwą Kominek. Autor ten postanowił napisać książkę, w której dzieli się z czytelnikami sposobami na stworzenie poczytnego, interesującego oraz zarabiającego bloga.
Książka podzielona jest na szereg większych i mniejszych rozdziałów, w których autor opisuje poszczególne elementy na jakie musi zwrócić bloger podczas wszystkich etapów tworzenia i prowadzenia bloga.
Części te są krótkie i zwięzłe, pisane językiem jasnym i precyzyjnym ale nie pozbawionym swoistej "swady" i "polotu" gwarantujących, że lektura tej pozycji staje się interesująca także w punktu widzenia rozrywkowego a co za tym idzie nie znudzi czytelnika. To istotna zaleta w pozycji typu poradnikowego i wcale nie tak często spotykana.
Nie mnie oceniać warstwę merytoryczną tego tytułu ale zakładam, że musi stać na niezłym poziomie (skoro pisze ją człowiek zarabiający /przypuszczam, że nie mało/ na swoich blogach i żyjący z ich prowadzenia). Nie będę się jednak upierał i przekonywał gdyż zwyczajnie słabo się na tym znam. W każdym razie większość tego co prezentuje autor w swojej książce dla mnie wygląda wiarygodnie (choć z kilkoma tezami autora pozwoliłbym się sobie nie zgodzić /co wynika zapewne z różnic tematycznych naszych blogów jak i z różnego podejścia do blogowania jako procesu/).
Czy zatem warto zainteresować się tą pozycją? Z pewnością tak i to nie koniecznie posiadając lub mając w planach bloga. "Bloger" to wciągająca pozycja dla każdego kto interesuje się szeroko rozumianą blogosferą. Wartki styl przekazu, krótkie treściwe rozdziały, wypowiedzi innych blogerów i vlogerów zaproszonych przez Kominka do współpracy przy książce to wszystko powoduje, że pozycja ta wydana zarówno w wersji papierowej jak i elektronicznej to książka warta czasu potrzebnego na jej przeczytanie.
Ocena Księgola 7/10 jeśli nie planujesz posiadania bloga a interesujesz się choć trochę blogosferą (8/10 jeśli prowadzisz lub zamierzasz założyć bloga, 9/10 jeśli planujesz zarabiać na nim)
dziś chciałbym napisać kilka słów na temat książki znanego blogera Tomka Tomczyka twórcy blogów pod wspólną nazwą Kominek. Autor ten postanowił napisać książkę, w której dzieli się z czytelnikami sposobami na stworzenie poczytnego, interesującego oraz zarabiającego bloga.
Książka podzielona jest na szereg większych i mniejszych rozdziałów, w których autor opisuje poszczególne elementy na jakie musi zwrócić bloger podczas wszystkich etapów tworzenia i prowadzenia bloga.
Części te są krótkie i zwięzłe, pisane językiem jasnym i precyzyjnym ale nie pozbawionym swoistej "swady" i "polotu" gwarantujących, że lektura tej pozycji staje się interesująca także w punktu widzenia rozrywkowego a co za tym idzie nie znudzi czytelnika. To istotna zaleta w pozycji typu poradnikowego i wcale nie tak często spotykana.
Nie mnie oceniać warstwę merytoryczną tego tytułu ale zakładam, że musi stać na niezłym poziomie (skoro pisze ją człowiek zarabiający /przypuszczam, że nie mało/ na swoich blogach i żyjący z ich prowadzenia). Nie będę się jednak upierał i przekonywał gdyż zwyczajnie słabo się na tym znam. W każdym razie większość tego co prezentuje autor w swojej książce dla mnie wygląda wiarygodnie (choć z kilkoma tezami autora pozwoliłbym się sobie nie zgodzić /co wynika zapewne z różnic tematycznych naszych blogów jak i z różnego podejścia do blogowania jako procesu/).
Czy zatem warto zainteresować się tą pozycją? Z pewnością tak i to nie koniecznie posiadając lub mając w planach bloga. "Bloger" to wciągająca pozycja dla każdego kto interesuje się szeroko rozumianą blogosferą. Wartki styl przekazu, krótkie treściwe rozdziały, wypowiedzi innych blogerów i vlogerów zaproszonych przez Kominka do współpracy przy książce to wszystko powoduje, że pozycja ta wydana zarówno w wersji papierowej jak i elektronicznej to książka warta czasu potrzebnego na jej przeczytanie.
Ocena Księgola 7/10 jeśli nie planujesz posiadania bloga a interesujesz się choć trochę blogosferą (8/10 jeśli prowadzisz lub zamierzasz założyć bloga, 9/10 jeśli planujesz zarabiać na nim)
niedziela, 24 lutego 2013
Kącik Prasowy - Nowa Fantastyka 02/2013
dziś chciałbym opowiedzieć Wam o najnowszym numerze miesięcznika "Nowa Fantastyka".
Najnowszy numer przynosi nam szereg interesujących opowiadań w bardzo zróżnicowanym stylu. W dziale polskich opowiadań znajdziemy: "Ceną będzie samotność" Bernadety Prandzioch (krótkie ale niezwykłe ciekawe i klimatyczne opowiadanie z zaskakującym zakończeniem), "Non serviam" Pawła Ciećwierza (brutalna opowieść o tym co uczyni człowiek by osiągnąć potęgę i moc), "Rzeźbiarze światła" Macieja Musialika (kolejne krótkie ale intensywne opowiadanie z ciekawym choć nieco przewidywalnym zakończeniem) oraz "Lwiątko Heraklesa" Macieja Salomończyka (chaotyczną ale wciągającą opowieść o wpływie pozornego drobiazgu na istnienie i kształt świata). Dział polski prezentuje się całkiem nieźle i choć dominują formy dość krótkie są one na tyle zróżnicowane tematycznie, że czyta się je ze sporym zainteresowaniem.
W dziale zagranicznych opowiadań znajdziemy: "Jesteś tutaj" Jacka Skillingsteada maksymalnie klimatyczne opowiadanie w stylu cyberpunk. Bogata narracja i doskonały nastrój czynią z tej opowieści najlepszy tekst tego numeru. Co ponadto? "Dziesiąta muza" Tada Williamsa - opowiadanie w stylu sf i space opery o ciekawym koncepcie fabularnym i przekonującym klimacie, "Dziesięć sigm" Paula Melko traktujące w ciekawy sposób koncepcje istnienia "rzeczywistości równoległych" oraz "Zajęcia w terenie" Alexa Shvartsmana (niestety dość przewidywalne i w sumie nudne). Mimo tego jednego słabego moim zdaniem opowiadania dział zagraniczny wypada bardzo dobrze i według mnie lepiej niż dział polski.
Poza opowiadaniami w numerze znajdziemy teksty publicystyczne dotyczące m.in. łowców potworów w historii i literaturze, fantastyki rosyjskiej w przeszłości i teraźniejszości zarówno tamtejszego jak i polskiego rynku wydawniczego czy motywu ewolucji w sf. Tu jednak z poziomem bywa różnie, teksty dobre przeplatają się ze słabszymi. Dobrze czyta się wywiad z Dave'em McKeanem, znanym ze współpracy z Neilem Gaimanem, dotyczący kondycji komiksu.
Także artykuł o cyklu "Świat Czarownic" Andre Norton czyta się całkiem nieźle. Do tego dochodzą inne pomniejsze teksty oraz oczywiście porcja recenzji.
Generalnie numer ten prezentuje się bardzo dobrze szczególnie dzięki bardzo dobremu doborowi tekstów zagranicznych (i nie zmienia tu oceny to, że jak dla mnie najsłabszy tekst numeru także pochodzi z zagranicy gdyż pozostałe nadrabiają z nawiązką). Ciut nierówna jest publicystyka. Wywiad jednak jest bardzo interesujący. Numer oceniam na plus i w przyszłości życzyłbym sobie równie trafnego doboru tekstów do kolejnych numerów ale też poprawy wyrównania tekstów publicystycznych.
piątek, 22 lutego 2013
Jubileuszowe rozważania
Witajcie,
zupełnie niedawno zaliczyłem tyci jubileusz w postaci setnego posta na blogu. Tak wiem, że to nie wiele i w zasadzie nie ma co się specjalnie spinać z tego powodu (szczególnie, że ostatnio przeczytałem w książce pewnego znanego blogera, że blog, który ma poniżej stu wpisów jest przez niego uznawany za pusty - pewnie ma rację człowiek skoro jest jednym z najpopularniejszych polskich blogerów i "żyje" z tworzenia blogów). Ja jednak uznaję ten mały jubileusz za powód do niewielkiej radości, że już prawie osiem miesięcy mogę dzielić się z Wami swoją czytelniczą pasją, i że te sto postów znalazło stopniowo uznanie w oczach przynajmniej części z Was, moich Czytelników.
Co więc znajdzie się w moim dzisiejszym wpisie? Otóż będzie to garść nowych wieści z rynku wydawniczego i odrobina moich niezbyt nachalnych "wynurzeń".
Zacznijmy więc od wieści:
1) Premiera wspominanej przeze mnie książki "Punkt krytyczny" została przesunięta przez wydawcę z marca na 22 lutego. Tak więc już dziś jest okazja zapoznać się z najnowszą pozycją osadzoną w świecie komputerowej gry Stracraft.
2) Nieco gorsza wieść z rynku prasowego. Zeszło tygodniowa obniżka ceny papierowej wersji Bloomberg Businessweek Polska do ceny 4,90 zł okazała się sympatyczną ale jednorazową promocją. Aktualny numer do nabycia jest w wersji papierowej w cenie 9,90 zł (wersja elektroniczna kosztuje 7 zł). Żałuję, że wydawca nie zdecydował się zejść na stałe z ceny bo tematyka tego tygodnika wybitnie mi pasuje.
I jeszcze parę słów o imprezach branżowych jakie odbędą się w najbliższych miesiacach.
Już w dniach 22-24 marca br. w Poznaniu odbędzie się największy konwent fantasy Pyrkon, na którym blok literacki jest tym najbardziej rozbudowanym i największym. Mam straszną ochotę wybrać się na tą imprezę już od jakiegoś czasu ale odległość i obowiązki nigdy mi na to nie pozwalają. Podobnie będzie i w tym roku ale jeśli mieszkacie w Poznaniu lub okolicach bądź możecie odbyć w tych dniach podróż do tego miasta to zachęcam was gorąco do wzięcia udziału w tej imprezie.
Impreza, na której planuję się zjawić odbędzie się nieco później bo w dniach 16-19 maja i będą nią Warszawskie Targi Książki. Duża impreza dla miłośników literatury, wielu wystawców, spotkania z autorami, panele i masa innych imprez towarzyszących. Zapowiada się bardzo interesująco więc kto może niech przybywa.
Z kolei pod koniec wakacji w dniach 29 sierpnia - 1 września także w Warszawie odbędzie się Polcon 2013 kolejny duży (choć nie tak jak poznański Pyrkon) zjazd miłośników fantastyki i science-fiction. O tegorocznej imprezie póki co niewiele wiadomo w kwestii programowej ale liczę, że organizatorzy miłośników literatury czy komiksu nie pozostawią "na lodzie" i "dopieszczą" spotkaniami z autorami czy smakowitymi premierami.
To impreza, na którą także postaram się dotrzeć szczególnie, że co rok odbywa się w innym mieście i w kolejnych latach dotrzeć na nią może być mi nieco ciężej.
Tyle ogłoszeń paraf... oj z rynku wydawniczego. Bo nie samymi imprezami człowiek żyje. Pora zatem na tycią porcję Księgolowego okołoliteracko-rynkowego bajdurzenia.
W ostatnim czasie by choć starać się utrzymać jakiś ogólne spojrzenie na rozwijający się mimo licznych problemów polski rynek wydawniczy stałem się wielkim miłośnikiem wszelkich promocji książkowych.
Wiele z czytanych i recenzowanych pozycji nabywam za "swoje" (i tym bardziej szanuję i wielce dziękuję tym wydawcom i dystrybutorom, którzy wspierają moje zapędy czytelniczo-recenzenckie) i z tej racji często oglądam każdą złotówkę z każdej strony nim zdecyduję się ją wydać na książkę (i tak samo staram się oglądać książki). Promocje cenowe na e-booki porywają mnie szczególnie gdyż dzięki nim mogę prezentować Wam całkiem sporo świeżych pozycji, których nabycie w wersji papierowej (a nawet elektronicznej bez promocji) wykraczałoby poza moje możliwości nabywcze. Promocje te pozwalają pokazać Wam także książki nie dysponujące rozbuchanym marketingiem i przez to słabiej kojarzone a często lepsze od bestsellerów (vide ostatnio recenzowany Blue Angel) Okazje te są często bardzo zacne a obejmując np. preorder (czyli zamówienie przed premierą) czy bardzo krótki okres trwania (24 godziny) pozwalają nabyć konkretne topowe tytuły za naprawdę niewielki pieniądze. Dlatego jeśli forma e-booka Was nie odstrasza a nie możecie lub nie chcecie wydawać swoich środków "lekką ręką" zachęcam Was do wyszukiwania okazji czy promocji a na e-booki szczególnie. To naprawdę świetne uczucie kupić świeżutki tytuł za kilka do kilkunastu złociszy.
I na zakończenie mała niespodzianka. Jako, że lubię urozmaicać moje wpisy i tak obok recenzji, premier i zapowiedzi znajdziecie u mnie m.in. testy sprzętu do czytania e-booków, Kącik prasowy, dział komiksowy, cykl poświęcony grom rpg "Czy jesteśmy skazani na cudze opowieści" itp. cuda (a oprócz tekstów są też nagrania czy video-blogi) już niebawem na blogu pojawią się nowe cykle. Mam nadzieję, że wzbudzą one Wasze zainteresowanie i staną się cennym urozmaiceniem treści pojawiających się na blogu.
zupełnie niedawno zaliczyłem tyci jubileusz w postaci setnego posta na blogu. Tak wiem, że to nie wiele i w zasadzie nie ma co się specjalnie spinać z tego powodu (szczególnie, że ostatnio przeczytałem w książce pewnego znanego blogera, że blog, który ma poniżej stu wpisów jest przez niego uznawany za pusty - pewnie ma rację człowiek skoro jest jednym z najpopularniejszych polskich blogerów i "żyje" z tworzenia blogów). Ja jednak uznaję ten mały jubileusz za powód do niewielkiej radości, że już prawie osiem miesięcy mogę dzielić się z Wami swoją czytelniczą pasją, i że te sto postów znalazło stopniowo uznanie w oczach przynajmniej części z Was, moich Czytelników.
Co więc znajdzie się w moim dzisiejszym wpisie? Otóż będzie to garść nowych wieści z rynku wydawniczego i odrobina moich niezbyt nachalnych "wynurzeń".
Zacznijmy więc od wieści:
1) Premiera wspominanej przeze mnie książki "Punkt krytyczny" została przesunięta przez wydawcę z marca na 22 lutego. Tak więc już dziś jest okazja zapoznać się z najnowszą pozycją osadzoną w świecie komputerowej gry Stracraft.
2) Nieco gorsza wieść z rynku prasowego. Zeszło tygodniowa obniżka ceny papierowej wersji Bloomberg Businessweek Polska do ceny 4,90 zł okazała się sympatyczną ale jednorazową promocją. Aktualny numer do nabycia jest w wersji papierowej w cenie 9,90 zł (wersja elektroniczna kosztuje 7 zł). Żałuję, że wydawca nie zdecydował się zejść na stałe z ceny bo tematyka tego tygodnika wybitnie mi pasuje.
I jeszcze parę słów o imprezach branżowych jakie odbędą się w najbliższych miesiacach.
Już w dniach 22-24 marca br. w Poznaniu odbędzie się największy konwent fantasy Pyrkon, na którym blok literacki jest tym najbardziej rozbudowanym i największym. Mam straszną ochotę wybrać się na tą imprezę już od jakiegoś czasu ale odległość i obowiązki nigdy mi na to nie pozwalają. Podobnie będzie i w tym roku ale jeśli mieszkacie w Poznaniu lub okolicach bądź możecie odbyć w tych dniach podróż do tego miasta to zachęcam was gorąco do wzięcia udziału w tej imprezie.
Impreza, na której planuję się zjawić odbędzie się nieco później bo w dniach 16-19 maja i będą nią Warszawskie Targi Książki. Duża impreza dla miłośników literatury, wielu wystawców, spotkania z autorami, panele i masa innych imprez towarzyszących. Zapowiada się bardzo interesująco więc kto może niech przybywa.
Z kolei pod koniec wakacji w dniach 29 sierpnia - 1 września także w Warszawie odbędzie się Polcon 2013 kolejny duży (choć nie tak jak poznański Pyrkon) zjazd miłośników fantastyki i science-fiction. O tegorocznej imprezie póki co niewiele wiadomo w kwestii programowej ale liczę, że organizatorzy miłośników literatury czy komiksu nie pozostawią "na lodzie" i "dopieszczą" spotkaniami z autorami czy smakowitymi premierami.
To impreza, na którą także postaram się dotrzeć szczególnie, że co rok odbywa się w innym mieście i w kolejnych latach dotrzeć na nią może być mi nieco ciężej.
Tyle ogłoszeń paraf... oj z rynku wydawniczego. Bo nie samymi imprezami człowiek żyje. Pora zatem na tycią porcję Księgolowego okołoliteracko-rynkowego bajdurzenia.
W ostatnim czasie by choć starać się utrzymać jakiś ogólne spojrzenie na rozwijający się mimo licznych problemów polski rynek wydawniczy stałem się wielkim miłośnikiem wszelkich promocji książkowych.
Wiele z czytanych i recenzowanych pozycji nabywam za "swoje" (i tym bardziej szanuję i wielce dziękuję tym wydawcom i dystrybutorom, którzy wspierają moje zapędy czytelniczo-recenzenckie) i z tej racji często oglądam każdą złotówkę z każdej strony nim zdecyduję się ją wydać na książkę (i tak samo staram się oglądać książki). Promocje cenowe na e-booki porywają mnie szczególnie gdyż dzięki nim mogę prezentować Wam całkiem sporo świeżych pozycji, których nabycie w wersji papierowej (a nawet elektronicznej bez promocji) wykraczałoby poza moje możliwości nabywcze. Promocje te pozwalają pokazać Wam także książki nie dysponujące rozbuchanym marketingiem i przez to słabiej kojarzone a często lepsze od bestsellerów (vide ostatnio recenzowany Blue Angel) Okazje te są często bardzo zacne a obejmując np. preorder (czyli zamówienie przed premierą) czy bardzo krótki okres trwania (24 godziny) pozwalają nabyć konkretne topowe tytuły za naprawdę niewielki pieniądze. Dlatego jeśli forma e-booka Was nie odstrasza a nie możecie lub nie chcecie wydawać swoich środków "lekką ręką" zachęcam Was do wyszukiwania okazji czy promocji a na e-booki szczególnie. To naprawdę świetne uczucie kupić świeżutki tytuł za kilka do kilkunastu złociszy.
I na zakończenie mała niespodzianka. Jako, że lubię urozmaicać moje wpisy i tak obok recenzji, premier i zapowiedzi znajdziecie u mnie m.in. testy sprzętu do czytania e-booków, Kącik prasowy, dział komiksowy, cykl poświęcony grom rpg "Czy jesteśmy skazani na cudze opowieści" itp. cuda (a oprócz tekstów są też nagrania czy video-blogi) już niebawem na blogu pojawią się nowe cykle. Mam nadzieję, że wzbudzą one Wasze zainteresowanie i staną się cennym urozmaiceniem treści pojawiających się na blogu.
środa, 20 lutego 2013
Pokuta - Anne Rice
Witajcie,
dziś chciałbym opowiedzieć Wam o książce Anne Rice zatytułowanej "Pokuta". Autorka opowieści o wampirach, wiedźmach Mayfair itp. nadnaturalnych istotach tym razem opowiada historię spotkania nieuchwytnego zabójcy i anioła oraz ich nietypowej misji, która przekroczy czas i przestrzeń. To opowieść o potędze miłości i przebaczania, które są w stanie przemóc nawet największe zło i zwątpienie do jakich zdolny jest człowiek.
"Pokuta" napisana jest klasycznym stylem Anne Rice. Obszerne historie bohaterów często opowiadane przez nich samych, szczegółowe plastyczne opisy miejsc i rozbudowane dialogi kreują klimat opowieści ale czynią też narrację długą (choć nie nużącą) co może odstraszyć część czytelników. Nie ma tu miejsca na dynamiczną akcję czy "chwyty" ją podkręcające. Autorka stawia na dokładny opis, szczegółowe tworzenie świata i postaci i na tym opiera nastrój opowieści.
W tej książce początek opowieści może wydać się przez to nieco zbyt długi i "senny" jednak wrażenie to szybko znika zastąpione zaciekawieniem i oczekiwaniem kolejnych rozdziałów.
Miałem możliwość zapoznać się z tym tytułem w postaci audiobooka i muszę przyznać, że było to spotkanie niezwykle udane. Książkę nagraną przez Wojciecha Gąssowskiego słucha się bardzo dobrze. Nagranie trwa prawie 11 godzin ale daje możliwość wczucia się w wykreowaną opowieść i nie powoduje uczucia znudzenia.
Taka forma czytania daje szansę wykorzystania czasu, który nigdy nie zostałby wykorzystany na lekturę. Ja słuchałem tej wciągającej opowieści m.in. podczas sprzątania, którego serdecznie nie cierpię. Dzięki temu nagraniu sprzątanie okazało się całkiem interesującym literacko zajęciem i nie irytowało mnie tak jak to zwykle z nim bywa. Audiobook sprawdził się także w czasie jazdy komunikacją miejską oraz w momencie gdy chciałem dać odpocząć oczom a nadal miałem ochotę na lekturę.
Reasumując książka jest niezwykle interesująca i wciągająca. Nie nudzi (może poza nieco przydługim początkiem opowieści). Nie jest banalna i ma całkiem ciekawe nieoczekiwane zakończenie.
Forma audiobooka także bardzo przypadła mi do gustu. Niezwykle profesjonalnie nagrana okazała się niezwykle wygodna w różnych sytuacjach pozwalając cieszyć się lekturą w wielu miejscach i przy wykonywaniu wielu czynności nie kojarzących się wcześniej z lekturą.
Polecam Wam gorąco tą pozycję jeśli szukacie klimatycznej wciągającej opowieści o ludziach i uczuciach nimi kierujących. Ocena Księgola 7,5/10
Książkę do recenzji otrzymałem dzięki uprzejmości sklepu SklepdlaSłuchacza.pl http://sklepdlasluchacza.pl/ za co serdecznie dziękuję.
dziś chciałbym opowiedzieć Wam o książce Anne Rice zatytułowanej "Pokuta". Autorka opowieści o wampirach, wiedźmach Mayfair itp. nadnaturalnych istotach tym razem opowiada historię spotkania nieuchwytnego zabójcy i anioła oraz ich nietypowej misji, która przekroczy czas i przestrzeń. To opowieść o potędze miłości i przebaczania, które są w stanie przemóc nawet największe zło i zwątpienie do jakich zdolny jest człowiek.
"Pokuta" napisana jest klasycznym stylem Anne Rice. Obszerne historie bohaterów często opowiadane przez nich samych, szczegółowe plastyczne opisy miejsc i rozbudowane dialogi kreują klimat opowieści ale czynią też narrację długą (choć nie nużącą) co może odstraszyć część czytelników. Nie ma tu miejsca na dynamiczną akcję czy "chwyty" ją podkręcające. Autorka stawia na dokładny opis, szczegółowe tworzenie świata i postaci i na tym opiera nastrój opowieści.
W tej książce początek opowieści może wydać się przez to nieco zbyt długi i "senny" jednak wrażenie to szybko znika zastąpione zaciekawieniem i oczekiwaniem kolejnych rozdziałów.
Miałem możliwość zapoznać się z tym tytułem w postaci audiobooka i muszę przyznać, że było to spotkanie niezwykle udane. Książkę nagraną przez Wojciecha Gąssowskiego słucha się bardzo dobrze. Nagranie trwa prawie 11 godzin ale daje możliwość wczucia się w wykreowaną opowieść i nie powoduje uczucia znudzenia.
Taka forma czytania daje szansę wykorzystania czasu, który nigdy nie zostałby wykorzystany na lekturę. Ja słuchałem tej wciągającej opowieści m.in. podczas sprzątania, którego serdecznie nie cierpię. Dzięki temu nagraniu sprzątanie okazało się całkiem interesującym literacko zajęciem i nie irytowało mnie tak jak to zwykle z nim bywa. Audiobook sprawdził się także w czasie jazdy komunikacją miejską oraz w momencie gdy chciałem dać odpocząć oczom a nadal miałem ochotę na lekturę.
Reasumując książka jest niezwykle interesująca i wciągająca. Nie nudzi (może poza nieco przydługim początkiem opowieści). Nie jest banalna i ma całkiem ciekawe nieoczekiwane zakończenie.
Forma audiobooka także bardzo przypadła mi do gustu. Niezwykle profesjonalnie nagrana okazała się niezwykle wygodna w różnych sytuacjach pozwalając cieszyć się lekturą w wielu miejscach i przy wykonywaniu wielu czynności nie kojarzących się wcześniej z lekturą.
Polecam Wam gorąco tą pozycję jeśli szukacie klimatycznej wciągającej opowieści o ludziach i uczuciach nimi kierujących. Ocena Księgola 7,5/10
Książkę do recenzji otrzymałem dzięki uprzejmości sklepu SklepdlaSłuchacza.pl http://sklepdlasluchacza.pl/ za co serdecznie dziękuję.
poniedziałek, 18 lutego 2013
Test/recenzja - tablet Shiru Hitomi 7
Witajcie,
dziś chciałbym przedstawić Wam test tabletu Shiru Hitomi 7 i możliwości czytelniczych jakie daje użycie tego urządzenia.
Prezentowany model to urządzenie z najniższej półki cenowej jeśli chodzi o tablety. Można go kupić już za niecałe 250 zł.
Zaopatrzony jest w 7 calowy pojemnościowy i multidotykowy (5 punktowy) wyświetlacz o rozdzielczości 800x480 nie wyposażony niestety w żadną warstwę zabezpieczającą (typu Gorilla Glass) przez co zakupem obowiązkowym staje się folia ochronna. Urządzenie posiada jednordzeniowy procesor taktowany 1,2 GHz, 512 MB pamięci RAM (DDR3) i wbudowaną pamięć o pojemności 4 GB. Pamięć można rozszerzyć za pomocą karty micro SD. Tablet posiada moduł łączności Wi-Fi, aparat/kamerkę o rozdzielczości 0,3 mln Mpix umieszczoną nad ekranem. Akumulator litowo-jonowy ma pojemność 3000 mAh.
Shiru Hitomi pracuje pod kontrolą systemu Android w wersji 4.0.Ice Cream Sandwich.
Jak widać cena urządzenia przekłada się na moc podzespołów, którym daleko od mocy topowych elementów używanych w droższych konstrukcjach.
Wymiary urządzenia wynoszą 182x120x10 mm. Waga wynosi 330 g.
Na węższej ściance znajdują się złącze Micro USB, złącze słuchawkowe i przycisk regulacji głośności.
Na dłuższej ściance znajduje się przycisk włączania/wyłączania.
Obudowa wykonana jest z nie najlepszej jakości tworzywa sztucznego sprawiającego wrażenie taniego plastiku. Urządzenie jednak dzięki temu jest dość lekkie i poręczne i nawet długie trzymanie w jednej dłoni nie powoduje jej zmęczenia.
Czy zatem ten jakże "budżetowy" tablet jest w stanie sprostać wymaganiom nie tylko "multimedialności" ale także czy sprawdza się jako urządzenie do czytania?
Możliwości Shiru Hitomi 7 jak większości urządzeń z Androidem zależą od aplikacji zainstalowanych w pamięci urządzenia. Te zainstalowane bazowo pozwalają otworzyć pliki pdf czy pakietu office. Można posłuchać plików mp3, obejrzeć zdjęcia w formacie jpg czy obejrzeć film. Nie oferują one jednak odczytu plików typu epub czy innych popularnych formatów tekstowych, także wiele filmów m.in. w formacie RM czy RMVB pozostają poza zasięgiem bazowo zainstalowanych aplikacji.
Nie jest to jednak problem biorąc pod uwagę mnogość aplikacji napisanych dla tego systemu. Po połączeniu z siecią przy pomocy modułu Wi-Fi (całkiem stabilne i dobre połączenie co mocno mnie zdziwiło) i założeniu konta w sklepie Google można bez problemu zainstalować w urządzeniu dodatkowe darmowe czytniki, odtwarzacze itp. aplikacje rozbudowujące możliwości multimedialne tabletu w zasadzie w nieskończoność. po ich zainstalowaniu można już bez problemu otworzyć bardzo wiele plików zarówno w formatach popularnych jak i tych bardziej egzotycznych. Jest to niewątpliwie duża zaleta systemu Android.
Dzięki temu możliwości multimedialne urządzenia są całkiem niezłe. Oprócz plików tekstowych, zdjęć, filmów czy plików dźwiękowych za pomocą odpowiednich aplikacji można czytać komiksy w wersji elektronicznej oraz prasę polską (wersje cyfrowe gazet potrafią być bardzo korzystne cenowo).
Można także tworzyć pliki kompatybilne z office-owymi dzięki dołączonemu pakietowi biurowemu.
Złą wiadomość mam dla miłośników mobilnych gier. Konfiguracja tego urządzenia jest zbyt słaba by "odpalić" cokolwiek poza bardzo słabymi graficznie produkcjami. Zdecydowanie nie jest to sprzęt dla miłośników mobilnej rozgrywki.
Surfowanie po sieci przy pomocy Shiru Hitomi 7 jest całkiem komfortowe choć zależy od mocy sygnału Wi-Fi. Co ciekawe lepiej sprawdza się wbudowana przeglądarka niż np. Opera.
Generalnie strony otwierają się szybko i bez większych problemów. Przybliżenie działa dość płynnie.
Urządzenie jako całość działa przyzwoicie choć zdarzają się pewne przestoje czy chwilowe zawieszenia spowodowane nie najwyższą mocą obliczeniową podzespołów urządzenia. Nie są to jednak problemy częste i nie przeszkadzają w codziennym użytkowaniu.
Nas jednak bardziej interesują możliwości czytelnicze Shiru Hitomi. Tak jak wspomniałem dzięki mnogości wszelkiej maści aplikacji do czytania możliwości otwierania i czytania różnych plików tekstowych przez to urządzenie są duże. Możliwości ingerencji w czytaną treść (a więc zmiany wielkości czy koloru czcionki, dostęp do spisu treści, zakładek itp.) są uzależnione od używanej przez nas aplikacji. Jest ich jednak tak wiele (a sporo z nich ma całkiem spore możliwości), że każdy znajdzie coś dla siebie.
Czytanie z 7 calowego ekranu jest całkiem przyjemne. Oczywiście gdyby czytać na nim przez wiele godzin bez przerwy z pewnością mógłby spowodować zmęczenie wzroku. W końcu jest to zwykły ekran dotykowy a nie e-papier. Jednak przy czytaniu krótszym lub urozmaicanym przerwami problem "bolących oczu" nie wystąpił. Ogromną zaletą dla miłośnika czytania jest to, że posiadając to niedrogie urządzenie może mieć przy sobie całą sporą biblioteczkę książek, gazet czy komiksów (nie wspominając o innych multimediach) i w zależności od potrzeb czy chcęci wybierać między różnymi tytułami.
Poręczność urządzenia, jego waga i rozmiary to kolejne zalety Shiru Hitomi. Lektura w zatłoczonym autobusie czy metrze, długie trzymanie urządzenia w jednej dłoni itp. sytuacje nie stanowią problemu.
Jak widać urządzenie to w teście "czytelniczym" wypada naprawdę nieźle.
Czy zatem urządzenie to nie posiada poważniejszych wad?
Niestety tak nie jest. W moim egzemplarzu Shiru Hitomi po podłączeniu do komputera nie był wykrywany jako dysk przenośny co uniemożliwiało zrzucenie danych w sposób bezpośredni. Co prawda dzięki przejściówce można bez problemu podłączyc do tabletu pendrive z danymi ale nie jest to już tak bezpośrednia forma zgrania danych. Podobnie jak przekładanie karty pamięci z czytnika w komputerze do tabletu.
Drugą poważną wadą jest stosunkowo krótki czas pracy urządzenia na baterii. Jeśli czytać kilka godzin bez przerwy urządzenie będzie domagać się ładowania już po kilku (maksimum przy podświetleniu ekranu 50 % to niecałe 5 godzin pracy bez przerwy) godzinach pracy.
Jeśli nastawimy się na krótsze sesje czytelnicze po średnio 1-2 h dziennie i będziemy pozostawiać urządzenie w stanie uśpienia (a nie wyłączać) to ładowanie nastąpi po 3-4 dniach. Niestety bateria tego urządzenia nie jest zbyt wydajna. Pewną jednak jej zaletą jest to, że ładuje się bardzo szybko od 0% do 100% ładuje się około 1 godziny.
Reasumując tablet Shiru Hitomi 7 to interesujące urządzenie o sporych możliwościach multimedialnych skierowane do osób o niezbyt zasobnym portfelu. Mimo pewnych słabości czy niedopracowań jest to całkiem satysfakcjonujące urządzenie, które sprawdzi się także w roli mobilnej biblioteki oraz czytnika pozycji elektronicznych.
Po okresie testów mogę z czystym sumieniem wystawić ocenę 7/10
Zalety:
- cena
- waga i rozmiary a co za tym idzie poręczność
- duże możliwości indywidualnego dopasowania potrzebnych darmowych aplikacji (system Android)
- niezły moduł Wi-Fi
- całkiem niezła przeglądarka internetowa
Wady:
- komputer nie wykrywa urządzenia jako dysku przenośnego (przynajmniej w moim egzemplarzu)
- krótki czas pracy na baterii
- sporadyczne krótkie "zawieszenia" podczas pracy
- nie nadaje się do gier
- lekko tandetna obudowa
- brak warstwy ochronnej ekranu
dziś chciałbym przedstawić Wam test tabletu Shiru Hitomi 7 i możliwości czytelniczych jakie daje użycie tego urządzenia.
Prezentowany model to urządzenie z najniższej półki cenowej jeśli chodzi o tablety. Można go kupić już za niecałe 250 zł.
Zaopatrzony jest w 7 calowy pojemnościowy i multidotykowy (5 punktowy) wyświetlacz o rozdzielczości 800x480 nie wyposażony niestety w żadną warstwę zabezpieczającą (typu Gorilla Glass) przez co zakupem obowiązkowym staje się folia ochronna. Urządzenie posiada jednordzeniowy procesor taktowany 1,2 GHz, 512 MB pamięci RAM (DDR3) i wbudowaną pamięć o pojemności 4 GB. Pamięć można rozszerzyć za pomocą karty micro SD. Tablet posiada moduł łączności Wi-Fi, aparat/kamerkę o rozdzielczości 0,3 mln Mpix umieszczoną nad ekranem. Akumulator litowo-jonowy ma pojemność 3000 mAh.
Shiru Hitomi pracuje pod kontrolą systemu Android w wersji 4.0.Ice Cream Sandwich.
Jak widać cena urządzenia przekłada się na moc podzespołów, którym daleko od mocy topowych elementów używanych w droższych konstrukcjach.
Wymiary urządzenia wynoszą 182x120x10 mm. Waga wynosi 330 g.
Na węższej ściance znajdują się złącze Micro USB, złącze słuchawkowe i przycisk regulacji głośności.
Na dłuższej ściance znajduje się przycisk włączania/wyłączania.
Obudowa wykonana jest z nie najlepszej jakości tworzywa sztucznego sprawiającego wrażenie taniego plastiku. Urządzenie jednak dzięki temu jest dość lekkie i poręczne i nawet długie trzymanie w jednej dłoni nie powoduje jej zmęczenia.
Czy zatem ten jakże "budżetowy" tablet jest w stanie sprostać wymaganiom nie tylko "multimedialności" ale także czy sprawdza się jako urządzenie do czytania?
Możliwości Shiru Hitomi 7 jak większości urządzeń z Androidem zależą od aplikacji zainstalowanych w pamięci urządzenia. Te zainstalowane bazowo pozwalają otworzyć pliki pdf czy pakietu office. Można posłuchać plików mp3, obejrzeć zdjęcia w formacie jpg czy obejrzeć film. Nie oferują one jednak odczytu plików typu epub czy innych popularnych formatów tekstowych, także wiele filmów m.in. w formacie RM czy RMVB pozostają poza zasięgiem bazowo zainstalowanych aplikacji.
Nie jest to jednak problem biorąc pod uwagę mnogość aplikacji napisanych dla tego systemu. Po połączeniu z siecią przy pomocy modułu Wi-Fi (całkiem stabilne i dobre połączenie co mocno mnie zdziwiło) i założeniu konta w sklepie Google można bez problemu zainstalować w urządzeniu dodatkowe darmowe czytniki, odtwarzacze itp. aplikacje rozbudowujące możliwości multimedialne tabletu w zasadzie w nieskończoność. po ich zainstalowaniu można już bez problemu otworzyć bardzo wiele plików zarówno w formatach popularnych jak i tych bardziej egzotycznych. Jest to niewątpliwie duża zaleta systemu Android.
Dzięki temu możliwości multimedialne urządzenia są całkiem niezłe. Oprócz plików tekstowych, zdjęć, filmów czy plików dźwiękowych za pomocą odpowiednich aplikacji można czytać komiksy w wersji elektronicznej oraz prasę polską (wersje cyfrowe gazet potrafią być bardzo korzystne cenowo).
Można także tworzyć pliki kompatybilne z office-owymi dzięki dołączonemu pakietowi biurowemu.
Złą wiadomość mam dla miłośników mobilnych gier. Konfiguracja tego urządzenia jest zbyt słaba by "odpalić" cokolwiek poza bardzo słabymi graficznie produkcjami. Zdecydowanie nie jest to sprzęt dla miłośników mobilnej rozgrywki.
Surfowanie po sieci przy pomocy Shiru Hitomi 7 jest całkiem komfortowe choć zależy od mocy sygnału Wi-Fi. Co ciekawe lepiej sprawdza się wbudowana przeglądarka niż np. Opera.
Generalnie strony otwierają się szybko i bez większych problemów. Przybliżenie działa dość płynnie.
Urządzenie jako całość działa przyzwoicie choć zdarzają się pewne przestoje czy chwilowe zawieszenia spowodowane nie najwyższą mocą obliczeniową podzespołów urządzenia. Nie są to jednak problemy częste i nie przeszkadzają w codziennym użytkowaniu.
Nas jednak bardziej interesują możliwości czytelnicze Shiru Hitomi. Tak jak wspomniałem dzięki mnogości wszelkiej maści aplikacji do czytania możliwości otwierania i czytania różnych plików tekstowych przez to urządzenie są duże. Możliwości ingerencji w czytaną treść (a więc zmiany wielkości czy koloru czcionki, dostęp do spisu treści, zakładek itp.) są uzależnione od używanej przez nas aplikacji. Jest ich jednak tak wiele (a sporo z nich ma całkiem spore możliwości), że każdy znajdzie coś dla siebie.
Czytanie z 7 calowego ekranu jest całkiem przyjemne. Oczywiście gdyby czytać na nim przez wiele godzin bez przerwy z pewnością mógłby spowodować zmęczenie wzroku. W końcu jest to zwykły ekran dotykowy a nie e-papier. Jednak przy czytaniu krótszym lub urozmaicanym przerwami problem "bolących oczu" nie wystąpił. Ogromną zaletą dla miłośnika czytania jest to, że posiadając to niedrogie urządzenie może mieć przy sobie całą sporą biblioteczkę książek, gazet czy komiksów (nie wspominając o innych multimediach) i w zależności od potrzeb czy chcęci wybierać między różnymi tytułami.
Poręczność urządzenia, jego waga i rozmiary to kolejne zalety Shiru Hitomi. Lektura w zatłoczonym autobusie czy metrze, długie trzymanie urządzenia w jednej dłoni itp. sytuacje nie stanowią problemu.
Jak widać urządzenie to w teście "czytelniczym" wypada naprawdę nieźle.
Czy zatem urządzenie to nie posiada poważniejszych wad?
Niestety tak nie jest. W moim egzemplarzu Shiru Hitomi po podłączeniu do komputera nie był wykrywany jako dysk przenośny co uniemożliwiało zrzucenie danych w sposób bezpośredni. Co prawda dzięki przejściówce można bez problemu podłączyc do tabletu pendrive z danymi ale nie jest to już tak bezpośrednia forma zgrania danych. Podobnie jak przekładanie karty pamięci z czytnika w komputerze do tabletu.
Drugą poważną wadą jest stosunkowo krótki czas pracy urządzenia na baterii. Jeśli czytać kilka godzin bez przerwy urządzenie będzie domagać się ładowania już po kilku (maksimum przy podświetleniu ekranu 50 % to niecałe 5 godzin pracy bez przerwy) godzinach pracy.
Jeśli nastawimy się na krótsze sesje czytelnicze po średnio 1-2 h dziennie i będziemy pozostawiać urządzenie w stanie uśpienia (a nie wyłączać) to ładowanie nastąpi po 3-4 dniach. Niestety bateria tego urządzenia nie jest zbyt wydajna. Pewną jednak jej zaletą jest to, że ładuje się bardzo szybko od 0% do 100% ładuje się około 1 godziny.
Reasumując tablet Shiru Hitomi 7 to interesujące urządzenie o sporych możliwościach multimedialnych skierowane do osób o niezbyt zasobnym portfelu. Mimo pewnych słabości czy niedopracowań jest to całkiem satysfakcjonujące urządzenie, które sprawdzi się także w roli mobilnej biblioteki oraz czytnika pozycji elektronicznych.
Po okresie testów mogę z czystym sumieniem wystawić ocenę 7/10
Zalety:
- cena
- waga i rozmiary a co za tym idzie poręczność
- duże możliwości indywidualnego dopasowania potrzebnych darmowych aplikacji (system Android)
- niezły moduł Wi-Fi
- całkiem niezła przeglądarka internetowa
Wady:
- komputer nie wykrywa urządzenia jako dysku przenośnego (przynajmniej w moim egzemplarzu)
- krótki czas pracy na baterii
- sporadyczne krótkie "zawieszenia" podczas pracy
- nie nadaje się do gier
- lekko tandetna obudowa
- brak warstwy ochronnej ekranu
sobota, 16 lutego 2013
Jestem legendą - Richard Matheson vs ekranizacja
Witajcie,
dziś chciałbym przedstawić wam książkę Richarda Mathesona zatytułowaną "Jestem legendą" opowiadającą historię Roberta Nevilla genialnego wirusologa żyjącego w ruinach Nowego Jorku i poszukującego lekarstwa na tajemniczego wirusa, który przekształcił ludzkość w hordy krwiożerczych potworów. Otoczony przez "zarażonych" stara się przetrwać i odnaleźć lek - szansę dla ludzkości mimo, że upływający czas działa na jego niekorzyść. Siłą tej wydawałoby się wtórnej fabuły jest to, że... to ona jest jednym z pierwowzorów dla setek innych opowieści. Książka powstała w latach 50 XX wieku i opowiedziane w niej wydarzenia dzieją się w roku 1976. To własnie Matheson stworzył i wykorzystał schemat tak chętnie później powielony nie tylko w książkach ale także filmach, serialach czy grach.
Do zalet tej pozycji dochodzi także pewna niejednoznacznośc postaci bohatera. Nam wydaje się on ostatnim zbawcą od, którego zależy los ludzkości. Patrząc jednak z punktu widzenia "nowej społeczności" istot w jakie pod wpływem wirusa zmienili sie ludzie jest on zagrożeniem ale też ewenementem, rodzajem eksponatu i ...Legendą.
To wszystko w połączeniu z naprawdę dobrym warsztatem i techniką oraz zgrabnymi i sugestywnymi opisami tworzy pozycję, po którą warto sięgnąć choćby ze wzgledu na ciekawe i niebanalne zakończenie.
Ekranizacja książki "Jestem Legendą" przypadła na rok 2007. Główną rolę zagrał znany aktor Will Smith.
W przypadku tej ekranizacji widać jednak jak słaba jest ona w porówaniu do literackiego odpowiednika. Niezłe efekty specjalne czy starania Smitha nie ukryją "płycizn" i niekorzystnych zmian fabularnych w odniesieniu do oryginału. Film nalezy do typowych przedstawicieli "obejrzeć raz i nie wracać". Bo i w sumie nie ma do czego. Ot typowy film akcji osadzony w postapokaliptycznej rzeczywistosci z potworami w tle.
Biorąc pod uwagę powyższe wady i zalety oceniam literacki pierwowzór na 8/10 natomiast ekranizacji przyznaję notę 5/10.
dziś chciałbym przedstawić wam książkę Richarda Mathesona zatytułowaną "Jestem legendą" opowiadającą historię Roberta Nevilla genialnego wirusologa żyjącego w ruinach Nowego Jorku i poszukującego lekarstwa na tajemniczego wirusa, który przekształcił ludzkość w hordy krwiożerczych potworów. Otoczony przez "zarażonych" stara się przetrwać i odnaleźć lek - szansę dla ludzkości mimo, że upływający czas działa na jego niekorzyść. Siłą tej wydawałoby się wtórnej fabuły jest to, że... to ona jest jednym z pierwowzorów dla setek innych opowieści. Książka powstała w latach 50 XX wieku i opowiedziane w niej wydarzenia dzieją się w roku 1976. To własnie Matheson stworzył i wykorzystał schemat tak chętnie później powielony nie tylko w książkach ale także filmach, serialach czy grach.
Do zalet tej pozycji dochodzi także pewna niejednoznacznośc postaci bohatera. Nam wydaje się on ostatnim zbawcą od, którego zależy los ludzkości. Patrząc jednak z punktu widzenia "nowej społeczności" istot w jakie pod wpływem wirusa zmienili sie ludzie jest on zagrożeniem ale też ewenementem, rodzajem eksponatu i ...Legendą.
To wszystko w połączeniu z naprawdę dobrym warsztatem i techniką oraz zgrabnymi i sugestywnymi opisami tworzy pozycję, po którą warto sięgnąć choćby ze wzgledu na ciekawe i niebanalne zakończenie.
Ekranizacja książki "Jestem Legendą" przypadła na rok 2007. Główną rolę zagrał znany aktor Will Smith.
W przypadku tej ekranizacji widać jednak jak słaba jest ona w porówaniu do literackiego odpowiednika. Niezłe efekty specjalne czy starania Smitha nie ukryją "płycizn" i niekorzystnych zmian fabularnych w odniesieniu do oryginału. Film nalezy do typowych przedstawicieli "obejrzeć raz i nie wracać". Bo i w sumie nie ma do czego. Ot typowy film akcji osadzony w postapokaliptycznej rzeczywistosci z potworami w tle.
Biorąc pod uwagę powyższe wady i zalety oceniam literacki pierwowzór na 8/10 natomiast ekranizacji przyznaję notę 5/10.
Subskrybuj:
Posty (Atom)